W moim przypadku brak wiadomości oznacza dobre wiadomości,
dlatego jakiś czas nie pisałem. Ale ponieważ otrzymałem kilka
razy reprymendę za milczenie, naprawiam błąd. Ze mną póki co
nie ma kłopotów. Czuje się dobrze, nic konkretnego mi się nie
dzieje i ze spokojem oczekuję momentu, kiedy będę mógł zrobić
badania. Czas już na to, tyle że lekarze nie mają na razie czasu.
Sezon w pełni (choć pogoda jeszcze nie taka), więc dużo jeżdżę.
Bardzo mnie to cieszy, bo po pierwsze - daję radę, a po wtóre
- koncerty to znakomita okazja do spotkania z przynajmniej niektórymi
z Was. Te spotkania wiele mi dają, bo utwierdzają mnie w przekonaniu,
że wciąż cieszę się Waszą sympatią i troską. Specjalne słowa
kieruję do Przyjaciół-Artystów: dzięki za pamięć i wiarę, że
wszystko będzie OK. Ostatnio miałem przyjemność wyściskać się
z Orkiestrą Samanta, więc przy okazji pozdrawiam mój ukochany
Wrocław. Ale nie mniejszą frajdę miałem ze spotkań z Mietkiem
Folkiem, Flash Creep, Smugglersami czy DNA. Jestem też bardzo
wdzięczny wszystkim wpisującym się do Księgi Gości. Jeżeli zostawiłem
kogoś bez odpowiedzi - przepraszam. Staram się jak mogę, ale
trochę tego dużo...
Pióra mi powolutku odrastają, choć w tej chwili mam na głowie
tzw. ZWO (Zespół Włosów nie do Opanowania). Trudno, trzeba przeczekać.
A samozaparcia mi nie brakuje, wszak obiecałem kiedyś Maćkowi
Jędrzejko z Banana Boat, że kucyk odrośnie. No to niech rośnie!
Przytulam Was do serca i zapewniam, że się nie daję, a czerpiąc
siłę z Waszej Życzliwości wierzę niezmiennie, że moje kłopoty
się skończą. Życzę zdrowia i udanych wakacji -
Irek "Messalina" Wójcicki
28.05.2007
Drodzy Przyjaciele!
Ponieważ otrzymałem sporo sygnałów, że już za długo nie ma
ode mnie wiadomości, spieszę z nowinami. Choć mam lekki kłopot,
bo nic istotnego się nie dzieje. I stąd moje milczenie. Ale
dobra - czuję się OK, jestem w dobrej kondycji, z przyjemnością
koncertuję i serce mi rośnie, kiedy odbieram od Was miłe słowa.
Franka przybywa w tempie zastraszającym, ale jest zdrowy, wesoły
i nawet był już na koncercie (Marcina Lenca). Najbardziej podobały
mu się światełka. Sezon rozpoczął się na dobre, więc sporo gramy.
To dobrze, bo jest okazja na spotkanie przynajmniej z niektórymi
z Was. A to dopiero początek, więc już się cieszę na przyszłość.
Gniazdo Piratów wciąż dzielnie mnie wspomaga, Wy także o mnie
nie zapominacie i za to po raz kolejny z całego serca dziękuję!
Ściskam Wszystkich i życzę dużo zdrówka.
Irek "Messalina" Wójcicki
28.04.2007
Najlepsi Moi Przyjaciele!
To niesamowite, że nawet wtedy, gdy piszę, że jest OK - Wy
nie zapominacie o mnie i cały czas mam szczęście spotykać się
z Waszą życzliwością. A jest tak, że zadzwonił do mnie mój Pan
Doktor z Warszawy i poinformował mnie, że wyniki tomografii
są pozytywne! Oznacza to (biorąc pod uwagę poprzednie badania),
że szczypce bydlaka zostały stępione. Mam świadomość, że nie
oznacza to końca walki - czerniak jest wredny i podstępny. Jednak
z dużą dozą prawdopodobieństwa mogę powiedzieć, że rozwój choróbska
został wstrzymany. Na jak długo? Wierzę, że na zawsze. Ale gdyby
nawet tak nie było, to to, co udało się do tej pory osiągnąć
(przy ostatniej fazie nowotworu z ambitnymi przerzutami!!!)
jest niesamowite. I to jest nasze wspólne zwycięstwo, bo to
moja Ewa i Wy nie pozwoliliście mi ani na chwilę zwątpić, że
walka ma sens!!! Kieruję te słowa do Wszystkich, którzy są ze
mną, Romkiem Roczeniem i innymi borykającymi się z kłopotami
ze zdrowiem. Niech Was nigdy nie opuszczają dobre bogi!
A skoro już jestem przy podziękowaniach, to wyrażam swoją głęboką
wdzięczność wszystkim Ludkom, którym chce się wystukać choć
kilka słów otuchy w Księdze Gości. Jesteście Prawdziwymi Gośćmi
w naszym domu i każdy sygnał od Was sprawia mi ogromną radość.
Nie sposób nie wspomnieć o Artystach, nie zapominających o
mnie i co rusz piszących, dzwoniących lub w inny sposób dających
znać o swojej obecności. Nie dam rady wymienić wszystkich, ale
z ostatniego czasu szczególnie miło zrobiło mi się po spotkaniach
lub wiadomościach od zespołów B.O.R.Y., Przejście, Zioło, RO'20
czy Orkiestra Samanta i sprawdzonego grona mieszkańców mojego
ukochanego Wrocławia. Całuję rączki, Kumple!!!
Nic się nie zmieniło, jeśli chodzi o opiekę, jaką roztacza
nade mną Fundacja "Gniazda Piratów". Każdemu, kto
znalazłby się w kłopotach żeczę spotkania i współpracy z tak
Wspaniałymi Ludźmi! Niestrudzeni Łódzcy Pomocnicy również są
aktywni i zawsze mogę na Nich liczyć. Szacunek!!!
Rozpoczyna się sezon i chociaż wciąż biorę interferon i leki
wspomagające, mam nadzieję, że wielu z Was, Przyjaciele, spotkam
prędzej czy później na Mazurach lub w innych rejonach Polski.
Liczę bardzo, że w moim stanie zdrowia nic się nie zmieni i
będziemy mogli pogadać o starych karabinach. Bardzo czekam na
te spotkania.
Pozdrawiam Was najserdeczniej jak potrafię i niezmiennie życzę
dużo zdrowia -
Irek "Messalina" Wójcicki
08.04.2007
Przyjaciele!
Zdrowia, uśmiechu, jak najwięcej pozytywnej energii i wiary,
że większość ludzi wokół nas jest tak wspaniała jak Wy. Jeszcze
raz za wszystko dziękuję i ściskam świątecznie -
Irek "Messalina" Wójcicki
26.03.2007
Drodzy Przyjaciele!
Najważniejszą wiadomość umieszczę od razu - dostałem dziś telefon
z Warszawy i okazało się, że nie ma mowy o wznowie czerniaka!!!
Tak więc kamień spadł mi z serca. A na początku kwietnia jadę
na zdjęcie szwów i tomografię, po której (wierzę!) uzyskam pewność,
że wszystko idzie we właściwym kierunku.
Ostatnio miałem okazję spotkać się z wieloma z Was i te rozmowy
kolejny raz dodały mi sił i upewniły, że nie zostałem sam ze
swoimi kłopotami. Chwała Wam za to!!! Rozmawiałem też z Romkiem
Roczeniem. Uwierzcie mi - to jak ten facet walczy o powrót do
zdrowia jest godne najwyższego szacunku, a za Wasze reakcje
i wsparcie jest Wam nie mniej wdzięczny ode mnie. Do końca świata
będę powtarzał - jesteście Wielcy!!!
I postanowiłem wystosować taki apel: Nieznany, a chory czy
potrzebujący pomocy Przyjacielu! Jeżeli jesteś w potrzebie i
wydaje Ci się, że nikogo nie obchodzą Twoje kłopoty - napisz
do mnie. Jeżeli będę mógł pomóc - zrobię to z ochotą!
Wszystkim, którzy o mnie nie zapominają gorąco i serdecznie
dziękuję, a Wszystkim W Ogóle tradycyjnie już życzę zdrowia
-
Irek "Messalina" Wójcicki
22.03.2007
Kochani,
jestem już po zabiegu. Usunięto mi dwa znamiona, które wzbudzały
niepokój lekarzy. Teraz trzeba czekać na wyniki badań laboratoryjnych,
które (mam nadzieję) wykluczą nawrót choroby. Optymistyczną
wieścią jest jednak fakt, że trójka chirurgów, którzy mnie oglądali
zgodnie i niezależnie od siebie stwierdzili, że najprawdopodobniej
nie były to zmiany onkologiczne. Ale pewność będę miał dopiero,
gdy przyjdą wyniki. Tak więc znów jestem pocerowany i na wczorajszym
koncercie w łodzkim "Keja Pub" musiałem siedzieć.
Mam nadzieję, że mi wybaczycie. Ale najważniejsze, że ogólnie
jest OK i nie mam na co specjalnie narzekać.
Za to ze wzruszeniem przyjmuję od Was kolejne wyrazy sympatii
i wsparcia. Kiedy podczas koncertu w "Kei" otrzymałem
kwiatki omal się nie poryczałem. Jeszcze raz dziękuję! Pozdrawiam
też serdecznie Anię Sumarowską i gratuluję dobrego zakupu! Przy
okazji przypominam Wszystkim, że dochód z trójpłytowego albumu
"Zobaczyć morze" pozwala Fundacji "Gniazdo Piratów"
pomagać nie tylko mnie, ale także Romkowi Roczeniowi, a w razie
potrzeby - innym szantymenom potrzebującym takiej pomocy. Buziaki
dla Gosi z Krakowa za cieplutkiego e-maila! Nieustające ukłony
dla Bojanka, dzięki któremu nie mam problemów z dostępem do
interferonu! Ściskam dr Wojtka Skrzypca za stałą troskę i zainteresowanie!
A skoro już o lekarzach mowa - gorące dzięki i wyrazy szacunku
dla dr Tomasza Sarosieka i dr Piotra Jackiewicza za Ich fachowość
i błyskawiczną reakcję! Gdybyście kiedyś byli zmuszeni skorzystać
z pomocy lekarskiej, niech los pozwoli Wam zetknąć się z tymi
Panami - nie można trafić lepiej!!!
To na razie tyle. Ufam, że wraz z wiosną zapomnimy o wszystkich
zimowych kłopotach i z każdym dniem będzie tylko lepiej. Życzę
Wam dużo zdrowia -
Irek "Messalina" Wójcicki
14.03.2007
Przyjaciele,
wieści są dobre i mniej dobre. Przede wszystkim wynik scyntygrafii (czyli tego badania izotopowego kości) jest pozytywny, tzn. niczego niepokojącego nie wykryto. Ale za to mam nowy kłopot. Na tej samej, operowanej nodze pojawiło się coś, co wg opinii chirurga należy szybko usunąć. Tak więc za jakieś 3-4 tygodnie (jak dobrze pójdzie, bo kolejki!!!) znów idę pod nóż, ale lepiej przecież wyeliminować potencjalne komplikacje na początku, niż potem mieć jeszcze większe problemy. Jak to wpłynie na moją formę i czy znów wygumuje mnie z życia koncertowego - jeszcze nie wiem. Przyznaję, że jestem sobą trochę rozczarowany. Już myślałem, że najgorsze minęło i wszystko zmierza w dobrym kierunku, a tu... Trudno. Chyba cieszyłem się za wcześnie, jednak nie mam zamiaru histeryzować. Poddam się tej operacji i zacznę od początku!
Poza tym - ogólnie czuję się dobrze, a Wszystkim tym, którzy mnie nie opuszczają i od których bez przerwy otrzymuję pomoc i wsparcie - po raz kolejny gorąco dziękuję!!!
Wciąż jeszcze jestem pod wrażeniem pobytu na wrocławskich Szantach. Spotkałem tam wielu z Was, mogłem osobiście Was uściskać i powiedzieć, jak ważni dla mnie jesteście. Ku mojej ogromnej uciesze w Księdze Gości co rusz pojawiają się wpisy od Osób, z którymi od lat nie mam kontaktu, a które wciąż są mi bardzo bliskie. "Mała" - ściskam Cię serdecznie i dziękuję za pamięć!
Chciałbym też wdzięcznie się pokłonić Adze, Agacie, Dadze, Grzybkowi, Krysiowi i Jackowi. Zasoby Waszej życzliwości są bez dna!!!
Tradycyjnie życzę Wszystkim dużo zdrowia -
Irek "Messalina" Wójcicki
17.02.2007
Drodzy Frendzie!!!
Wiem, że już długo nie było ode mnie wiadomości, ale najnormalniej
w świecie nic nadzwyczajnego się nie wydarzyło. I uwierzcie
mi, że wcale nie jestem smutny z tego powodu. Poza tym, to nie
jest blog... Winien Wam jednak jestem aktualizację obecnej sytuacji.
A więc - czuję się dobrze, co szczęśliwie potwierdzają badania.
Zdarzają się czasem słabsze dni, ale nauczyłem się z tym radzić
i wierzę, że to rzeczywiście tylko słabsze dni. Najbliższe nowinki
będą dopiero w marcu, kiedy dam sobie naświetlić gnaty izotopem.
Ale ponieważ (ku mej radości) Księga Gości wciąż żyje, a poza
tym cały czas otrzymuję dowody Waszej pamięci - odzywam się,
żeby serdecznie za wszystko podziękować i zapewnić, że walka
trwa (biorę wciąż interferon i inne leki).
Z częścią z Was udało mi się już spotkać na koncertach, na
które znów zacząłem jeździć. Będę to robił nadal, jeśli (odpukać!)
zdrowie pozwoli. Z EKT najbliższe granie mamy na początku marca
we Wrocławiu. Bardzo Wszystkich pozdrawiam i zapraszam! Pozostańmy
w pewności, że idzie ku lepszemu! Nie takie dziadostwa można
pokonywać!
Bądźcie zdrowi -
Irek "Messalina" Wójcicki
17.01.2007
Drodzy Przyjaciele!
Przede wszystkim gorące dzięki, że mimo upływu czasu nie zapominacie
o mnie. Otrzymuję tego dowody nie tylko za pośrednictwem Księgi
Gości, ale również mogąc się z niektórymi z Was spotykać na
koncertach, w których coraz intensywniej staram się uczestniczyć.
Pozwala mi na to zupełnie przyzwoite samopoczucie i wiara, że
wszystko zmierza w dobrym kierunku. Na sam początek marca mam
wyznaczony termin izotopowego badania kości. Będę więc musiał
jeszcze raz (mam nadzieję, że ostatni) położyć się w szpitalu.
Zwłaszcza, że ostrzeżono mnie o konieczności 24-godzinnego unikania
dziecka, bo po tym wszystkim mogę świecić. Ale trudno - badanie
jest konieczne, żeby wykluczyć ewentualne przerzuty do układu
kostnego.
Ściskam Was serdecznie, jeszcze raz dziękuję za dowody pamięci
i pomoc, szczególnie pozdrawiam Krysia, Agę i Mieszkańców Domu
Wielkiej Cioci, a Wszystkim życzę zdrowia!!!
Irek "Messalina" Wójcicki
09.01.2007
Witajcie!
Nowe informacje, które chcę Wam przekazać mogę z czystym sumieniem
nazwać dobrymi. Przede wszystkim zakończyłem chemioterapię!!!
Właśnie wróciłem z Warszawy, gdzie przyjmowałem ostatnią porcję
trutki. Nie obyło się bez mikrokomplikacji, bo początkowo wyniki
morfologii były trochę słabe. Ale szybko się poprawiły na tyle,
że można mnie było podłączyć do kroplówki. I tu pierwszy wielki
sukces - całe czterodniowe pompowanie obskoczyłem na jednym
wenflonie, co do tej pory się nie zdarzało. Może dlatego, że
założono mi wenflon dziecięcy i moje sfatygowane żyły to wytrzymały...
Ważne jednak, że mam to już za sobą i jestem w całkiem dobrej
kondycji, choć prawa łapa boli mnie jak cholera.
Druga dobra wiadomość to prześwietlenie płuc, które okazały
się czyste. Teraz czekam na wyniki tomografii oraz na termin
izotopowego badania kości. Wtedy dopiero będzie można powiedzieć,
w jakim jestem stanie i czy nic złego się nie dzieje, ale jestem
dobrej myśli! Na razie nadal muszę brać leki - przede wszystkim
interferon i to przynajmniej przez najbliższe pół roku. No i
dojdą okresowe badania. Ale jeżeli faktycznie udało się zatrzymać
chorobę, to to wszystko pikuś i pozostanie mi tylko odbudowywać
owłosienie i wagę.
Jeszcze raz dziękuję Wszystkim, którzy nie opuścili mnie w
najtrudniejszych chwilach i są ze mną cały czas. Patrzę w przyszłość
z wiarą, że wszystko będzie dobrze, choć wiem, że to jeszcze
nie koniec. Na razie wygrywam, a dzięki Waszemu wsparciu raczydło
musi polec!!!
Życzę Wszystkim dużo zdrowia -
Irek "Messalina" Wójcicki
24.12.2006
Moi Drodzy!!!
Zacznę od prośby o wybaczenie - nie jestem w stanie odpowiedzieć
indywidualnie na wszystkie e-maile, sms-y i telefony, które
od Was otrzymuję. Dlatego tą drogą dziele się z Wami Świątecznym
szczęściem, życzę zdrowia i codziennego uśmiechu i w ciemno
dołączam się do wszystkich Waszych marzeń - oby się spełniły!
Pamiętajmy, że nasze życie, plany, radości i przyszłość zależą
w głównej mierze od nas. Bądźmy więc razem nie tylko w Wigilię,
ale każdego dnia. Jestem najlepszym przykładem na to, ile dobra
takie połączenie serc, umysłów i działań może sprawić. Życzę
Wszystkim, którzy mnie nie opuścili w ciężkich chwilach, żeby
nigdy nie spotkało Was nic złego! Pozdrawiam najserdeczniej
-
Dwa cudowne wyjazdy poza mną i to w dodatku jednego dnia. I
zestaw spotkań, które pozostaną w mojej pamięci! Zacznę od Katowic.
Zawsze będę pamiętał, że na wieść o mojej chorobie najpierw
zareagowali szantymeni ze Śląska (a zaraz po Nich Jurek Kobyliński
z ODN). To w Tychach w ramach Portu Pieśni Pracy odbył się pierwszy
koncert, w ramach którego udało się zebrać bardzo realne środki
na rozpoczęcie mojego leczenia. Od tego czasu, dzięki Waszej
wspaniałomyślności, to trwa i wierzę, że efekt końcowy Was nie
zawiedzie. Na "TRATWĘ" do Górnośląskiego Centrum Kultury
przybyli fani żeglarskiego śpiewania z sercami otwartymi nie
tylko na muzykę. Są żywym dowodem na to, że nasze środowisko
jest otwarte, wrażliwe, zdolne do bezinteresowności i powinno
być wzorem dla wszystkich. Wszystkim, z którymi miałem szczęście
się przywitać i Tym, z którymi nie było mi dane się uściskać
- ogromne dzięki! Specjalny ukłon przekazuję Artystom, ze szczególnym
uwzględnieniem Pereł i Łotrów oraz Ryczących Dwudziestek, którzy
od samego początku są ze mną. I choć los sprawił, że impreza
katowicka pokryła się z warszawską, to uważam, że warto było
trzasnąć te kilometry i nic złego się nie stało.
No to teraz o Warszawie. Dotarliśmy do "Stodoły"
ok. północy i zastałem tam towarzystwo rewelacyjnie rozbawione,
prezentujące zaraźliwie wręcz pozytywne emocje i trzymające
się w znakomitej formie. Nastrojom się nie dziwię, bo gdy przez
dwa dni ma się do czynienia z najznakomitszymi przedstawicielami
Polskiej Sceny Szantowej, to trudno nie bawić się dobrze! Po
serii powitań i uścisków wyszliśmy z EKT na scenę i - uwierzcie
mi!!! - nie wiedziałem, jak mogę się głębiej ukłonić w podzięce
za to przyjęcie. Byłem bardzo wzruszony, głos mi się łamał i
do tej pory na samo wspomnienie łzy mi się w oczach kręcą. O
tym, że było to nieprawdopodobne, jedyne w swoim rodzaju przedsięwzięcie
nie trzeba nikogo przekonywać. Organizatorom pozostaje satysfakcja,
że wszystkim malkontentom (a byli tacy) zagrali na nosie i ta
iewyobrażalna praca, której wymagał projekt "Zobaczyć morze
- Szantymeni Szantymenom" przyniosła wspaniały efekt. Chwała
więc Wszystkim, którzy swój talent, czas i siły poświęcili realizacji
tego koncertu!!! Ogromne podziękowania Wam, którzy byliście
w "Stodole", śpiewaliście wraz z nami i kupiliście
płyty. Te pieniążki pomogą nie tylko Romkowi Roczeniowi czy
mnie, ale z pewnością przydadzą się przy innych działaniach
Fundacji "Gniazda Piratów". Ponieważ na własnej stronie
mogę pisać co chcę, specjalne uściski kieruję do Maćka Jędrzejki
i całej Ekipki Banana Boat za Ich troskę i życzliwość oraz utrzymywanie
wiary w ludzi. Ale takie same podziękowania należą się Wszystkim
w jakikolwiek sposób związanym z tą wspaniałą imprezą.
A u mnie niewiele nowego. Jadę na interferonie i wspomagaczach,
Ewcia dzieli swój czas na opiekę nad Frankiem i zmuszanie mnie
do jedzenia i powoli szykujemy się do Świąt, które w tym roku
będą pewnie bardzo skromne, ale za to pełne nadziei, że może
być już tylko lepiej. Ale są z nami Wasze życzenia i dobre myśli,
dlatego wierzę w szczęśliwy koniec moich kłopotów. Na ostatniej
(mam nadzieję) chemii mam się stawić 2 stycznia, a więc już
w nowym roku. Ufam, że będzie dobry i że przyniesie Wam Wszystkim
tylko szczęśliwe i radosne dni! Wiem, że będąc razem potrafimy
pokonać zły los!!! A że umiemy być razem to już Wy udowadniacie!
Na pohybel wrednym zakusom życia życzę Wam, Przyjaciele dobrych
Świąt! Wierzącym w cuda - cudów, wizjonerom - spełnienia marzeń,
obojętnym - wrażliwości i wyrozumiałości, wątpiącym - wiary
w ludzi, normalnym - wytrwałości, a nam wszystkim - szczęścia
i dużo, dużo zdrowia!!!
Irek "Messalina" Wójcicki
06.12.2006
Witajcie!
Przepraszam za zwłokę, ale były małe kłopoty na łączach. I
już przechodzę do rzeczy. Mój ostatni pobyt w Warszawie nieco
się przedłużył ze względu na złe wyniki badania krwi. Na tyle
były słabe, że nie można mi było zadać kolejnej chemii. Pan
Doktor wyjaśnił mi, że w końcu musiało się sypnąć, bo podaje
mi taki zajzajer, że nie każdy wytrzymuje pełny cykl. Ja jednak
mam zamiar wytrzymać! Zwłaszcza, że po podaniu mi jakiegoś czarodziejskiego
zastrzyku po dwóch dniach wyniki poprawiły się i mogłem przyjąć
trzeci wlew. Tak więc za miesiąc jeszcze jedna randka z Mendelejewem
i zobaczymy, co dalej... Mam ogromną nadzieję, że choróbsko
uda się zatrzymać i będzie już tylko dobrze!!! Martwi mnie tylko
stan moich żył. Są już tak zmęczone, że coraz częściej pękają
lub się zapalają. Muszę to jednak znieść, bo to jedyny sposób,
żeby skorupiakowi dostarczyć trutkę.
We wszystkim pomaga mi Franek, który najwyraźniej po tatusiu
jest chłopcem statecznym, spokojnym, wyciszonym i unikającym
hałasu. Naprawdę! Najczęściej śpi, w przerwach zasysa i w ogóle
nie utrudnia pobytu. W przeciwieństwie do mnie jest zdrowy,
ale to odstępstwo jakoś mnie nie martwi. Zresztą Ewcia też powoli
dochodzi do siebie, więc przynajmniej o nich jestem spokojny.
Z każdym dniem poważniej przymierzam się do powrotu na scenę.
Niestety samopoczucie jeszcze nie zawsze pozwala mi wyjechać
na koncert, wierzę jednak że to się będzie zmieniać. Na razie
przypomina to trochę sinusoidę - ogólnie czuję się nieźle, jednak
zdarzają się słabsze dni. Szczególnie po interferonie, który
niestety muszę przyjmować trzy razy w tygodniu. Ale trudno.
Ostatecznie drzewiej też różnie z tym samopoczuciem bywało...
Obiecałem sobie jednak, że choćby nie wiem co, przyjadę na sobotni
koncert "Zobaczyć morze" do warszawskiej "Stodoły".
A parę godzin wcześniej EKT pojawi się na "Tratwie"
w Katowicach. Będzie więc okazja, żeby przynajmniej części z
Was osobiście podziękować za pamięć i pomoc. Te zaś nie ustają,
za co niezmiennie ślę Wam, Przyjaciele wyrazy szacunku i wdzięczności!!!
Pamiętajmy wszyscy - to ludzie jedzą skorupiaki, a nie odwrotnie!
Tradycyjnie życzę zdrowia -
Irek "Messalina" Wójcicki
24.11.2006
Przyjaciele moi Wspaniali!
Gorączka poporodowa powoli mija i czas wracać do rzeczywistości.
A ta jest taka, że w niedzielę jadę do Warszawy na kolejną porcję
pierwiastków. Samopoczucie niby mam nie najgorsze, ale spadły
mi wyraźnie wyniki morfologii. No cóż - coś za coś... Mam nadzieję,
że po tej chemii nie będzie gorzej. Cały czas przyjmuję interferon
no i zestaw różnych wspomagaczy. Kolejny (który to już) raz
podkreślam, że wszystko to jest możliwe tylko dzięki Waszej
pomocy, za którą zawsze będę wdzięczny i nie wypłacę się do
końca świata!!!
Moja Ewcia jest jeszcze w szpitalu, ponieważ Franko
raczył podłapać żółtaczkę. Wyleguje się teraz pod jakimiś lampami
(ma nawet specjalne okulary) i prawdopodobnie do końca tygodnia
nie wyjdą. Ale najważniejsze jest to, że po porodowej męczarni
Oboje wracają do sił i już niedługo pies Sproket i kocica Miećka
będą miały niezłą zagwozdkę, o co w domu chodzi.
Byłem na RAFIE i muszę specjalne podziękowania złożyć Wszystkim,
których tam spotkałem. Szczególnie wzruszył mnie prezent - pluszak
wielkości metra i fizys wampirka. Nazwałem go Radek (bo w końcu
z Radomia) i teraz pilnuje łóżeczka Frania. Zresztą następnego
dnia w Łodzi było równie fantastycznie, więc pozdrawiam Wszystkich,
których miałem przyjemność uściskać. A jeśli już jestem przy
specjalnych podziękowaniach, to padam do nóżek: niestrudzonej
Siostrze Agnieszce, Krysiowi (trudno - część Księgi Gości wyleciała
w kosmos, ale przecież będą nowe wpisy), Bogusiowi i Marcinowi
Bojanowskim oraz dr Wojtkowi Skrzypcowi za Wszechobecność, Madzi
i Lumbiemu, którzy bardzo się przejmują, Sylwii - za leki, Kędziorowi
i Grzesiowi za to, co zrobili i robią (tytuł Wiceojców wisi
w powietrzu?), Fundacji "Gniazda Piratów" za stałą
i skuteczną opiekę, Wszystkim Mieszkańcom Domu Wielkiej Cioci
za serce wielkie jak Wszechświat, całej ogromnej rzeszy często
anonimowych Ludzi, których obecność jest wyczuwalna bez przerwy
i Tobie, który właśnie to czytasz.
Wyjątkowo gorąco łączę się z Małą Lilą i Jej Rodzicami. Słyszałem,
że koncert się udał, a to przecież najważniejsze. Jak o Was
myślę - od razu mi lepiej!
Bądźcie Wszyscy zdrowi!!! To ludzie mają jeść skorupiaki!!!
Irek "Messalina" Wójcicki
19.11.2006
Moi Drodzy!
No i udało się!!! Po kilkunastogodzinnej walce urodziliśmy
synka! Franio ma 56 cm i waży 3150. Jest długowłosym,
brodatym blondynem, a Panie Położne zgodnie stwierdziły, że
nie mam szans, żeby się Go wyprzeć. Ewa również czuje się dobrze,
choć zostawiłem Ją w półśnie, ponieważ wszystko w efekcie zakończyło
się cesarką. Dziękuję za gratulacje, które już do mnie dotarły.
Jak Wy to robicie??? Napiszę więcej, jak się wyśpię. A na razie
pozdrawiam Wszystkich!
Irek "Messalina" Wójcicki
01.11.2006
Drodzy Przyjaciele!
Jeszcze raz przepraszam za tę przerwę spowodowaną awarią komputera.
Na szczęście wszystko jest już w porządku i znów mogę do Was
pisać. Ale przede wszystkim - odbierać to, co Wy piszecie. Z
prawdziwym wzruszeniem czytałem relacje z Wrocławia. Było wprawdzie
łączenie telefoniczne, więc słyszałem, co się dzieje w Wytwórni,
miałem informacje na bieżąco, potem opowiadali mi o koncercie
ludzie, którzy na nim byli, ale Wasze opisy w Księdze Gości
jeszcze bardziej upewniły mnie, że to był dobry wieczór. Jeszcze
raz dziękuję więc wszystkim Uczestnikom tego koncertu: Publiczności,
Znakomitym Artystom i Organizatorom (na czele z Panią Renią,
Jakubem i Gronusem). Znów dokonaliście wspaniałej rzeczy i nigdy
Wam tego nie zapomnę! Oczywiście specjalne podziękowania należą
się mojemu synkowi Michałowi, ale te przy najbliższej okazji
przekażę osobiście.
Teraz spróbuję nadrobić zaległości. Jakiś czas temu odbył się
koncert pomocowy w Łódzkim Domu Kultury. Było kameralnie, spokojnie,
ale bardzo miło. Serdecznie dziękuję wszystkim, którzy byli,
którzy wystąpili (przyjeżdżając do Łodzi nawet z bardzo daleka,
jak Mietek Folk czy Smugglersi) oraz tym, którzy włożyli w ten
koncert swoją pracę (że wspomnę tylko Czarownicę czy Kędziora).
Niestrudzony "Zapiecek" także nie próżnuje i co jakiś
czas organizuje koncerty dla Messaliny (ostatnio wystąpił Dyjak)
- wielkie dzięki! Wszędzie, gdzie tylko mogą pojawia się duet
Bojanowskich z kamerami i aparatami, dzięki czemu nawet, gdy
mnie nie ma to wiem, jak było. Jestem za to ogromnie wdzięczny!
Podobnie zresztą jak za nie słabnące zainteresowanie dr Wojtka
Skrzypca. Razem z Ewą jesteśmy zachwyceni wyprawką, jaką przygotowała
dla nas Pani Ewa Szewczyk! (przy okazji - jest 01.11. i jeszcze
nie urodziliśmy). Niewysłowioną frajdę sprawiają nam również
wizyty Cudownych Mieszkańców Domu Wielkiej Cioci. Kłaniamy się
nisko i bardzo żałujemy, że nie udało nam się dotrzeć na koncert
gospel. Jak zwykle nie dam rady wymienić wszystkich, którym
należą się słowa podzięki. Mam nadzieję, że mi wybaczycie. Ale
zapewniam - wszystko czytam, a potem ze wzruszenia chlipię w
poduchę i duma mnie rozpiera, że mam tylu Prawdziwych Przyjaciół!
Jak już zapewne wiecie, jestem po drugiej chemii, czyli w połowie
tej niezbyt przyjemnej kuracji. Ale nie ma co narzekać - ogólnie
nie jest źle (choć zdarzają się słabsze dni), a gdy pomyślę
sobie o niektórych współpacjentach z warszawskiego szpitala,
to ciężkim grzechem byłoby jakiekolwiek biadolenie. Musiałem,
co prawda, obciąć włosy, ale to przecież pikuś. Najważniejszą
zaś wiadomością są wyniki tomografii komputerowej. Dobre wyniki,
bo nie stwierdzono żadnych oznak przerzutów!!! I tego mam zamiar
się trzymać, kiedy z pokorą będę wkrótce nadstawiał swoje pokłute
przedramiona na kolejną dawkę chemii. Wciąż powtarzam (sobie
i innym), że ścierwo musi połamać sobie na mnie szczypce. Każdy,
kto zachorował tak jak ja powinien tak myśleć! Tylko niestety
nie każdy może liczyć na tyle życzliwości, ile ja otrzymuję
od Was...
Pozdrawiam Wszystkich najcieplej, jak potrafię! Bądźcie zawsze
zdrowi -
Irek "Messalina" Wójcicki
12.10.2006
Moi Drodzy!!!
Minął tydzień od przyjęcia przeze mnie pierwszej chemii. Czekałem
specjalnie tak długo, żeby mieć jakiś dystans. I mogę z satysfakcją
powiedzieć, że trzymam się całkiem dobrze. Włosy jeszcze mam
(choć pielęgniarki i współpacjenci w Warszawie oraz dr Piotr
Jackiewicz, który mnie odwiedził w szpitalu zapowiadali, że
prędzej czy później...) i udaje mi się na razie unikać najbardziej
przykrych skutków ubocznych. Niestety trochę schudłem (ale jeszcze
mnie widać!) i pewnie wynika to z braku apetytu, ale robię,
co mogę. Pożeram za to hurtowe ilości różnego rodzaju wspomagaczy
no i trzy razy w tygodniu przyjmuję interferon (a konkretnie
- roferon). To jest najmniej przyjemne, bo skutkuje bardzo wysoką
temperaturą i takim ogólnym rozbiciem. Ale da się z tym żyć.
Ogólnie - nie jest źle, a jak będzie dalej, zobaczymy. Następne
wchłanianie bogactw tablicy Mendelejewa od 22.pażdżiernika.
Za to wcześniej (już jutro) postaram się pokazać w łódzkim
"Gnieździe Piratów". Pewnie nie dam rady pośpiewać,
a nawet zbyt długo zabawić, ale zrobię wszystko, żeby chociaż
się przywitać. Uczestników koncertów warszawskich mogłem pozdrowić
telefonicznie, ale w Łodzi chciałbym być osobiście. Przy okazji
jeszcze raz dziękuję wszystkim Uczestnikom, Organizatorom i
Artystom biorącym udział w koncertach pomocowych! Jak zwykle
brakuje słów, żeby opisać, jak bardzo są one dla nas ważne!
Tu szczególny ukłon kieruję w stronę Oberży Folkowej "Zapiecek"
w Łodzi, gdzie bardzo wiele takich koncertów się odbywa. Serdeczne
wyrazy wdzięczności ślę również Fundacji "Gniazda Piratów",
która zgodziła się pomóc w zakupie leków, a to poważne wydatki
- ok. 2,5 tys. miesięcznie.
Cały czas opiekuje się mną Siostra Aga, która dzielnie walczy
z moją oporną (i niestety wciąż jeszcze otwartą) raną, robi
mi zastrzyki i generalnie DBA. Nie tylko zresztą o mnie. A cała
rzesza naszych Łódzkich Dobroczyńców krząta się też przy Ewie,
wyszykowała nam dom, zaopatruje w śpioszki, wózki, łóżeczka,
beciki, kocyki, czapeczki, marynarskie mundurki itp. Tak, że
jesteśmy blisko decyzji o otwarciu hurtowni...:)
W pomoc przy zdobywaniu leków włączyła się Fundacja SALUS,
bardzo pomógł Romek "Nitus" Nita z Będzina, wciąż
też możemy liczyć na Bogusia i Marcina Bojanowskich oraz wspaniałego
dr Wojtka Skrzypca. Dzięki stokrotne!!!
Z dumą informuję, że nad imprezami organizowanymi w ramach
akcji "Pomoc dla Messaliny" patronat medialny objęły
redakcje: "Gazety Wyborczej", TVP 3 Łódź, "Angory"
i "Żagli". Jesteśmy Im bardzo wdzięczni!
Najbardziej wzruszający jest fakt, że wraz z upływem czasu
(a to mimo wszystko dopiero początek drogi) nie pozostajemy
sami. Otrzymujemy od Was nieustającą pomoc i poparcie. Naprawdę,
każdy e-mail, telefon, wizyta utwierdzają nas w wierze, że z
Waszą pomocą wszystko się uda!!! Nie dam się - nie zrobię świństwa
tylu Wspaniałym Ludziom!!! Ściskam gorąco!!!
Bądźcie zawsze zdrowi - Irek "Messalina" Wójcicki
28.09.2006
Przyjaciele!!!
Jestem po bardzo ważnych konsultacjach w Warszawie i Poznaniu
(wreszcie dotarliśmy do prof. Mackiewicza). Jeśli chodzi o bioszczepionkę
to sytuacja jest dobra, aczkolwiek nie beznadziejna. W skrócie
- mógłbym ją brać, tylko że nie mogę. Powodem jest brak decyzji
urzędniczej (chyba ministerialnej) dopuszczającej szczepionkę
jako lek zgodny ze standardami unijnymi. Profesor ma związane
ręce i nie może przyjmować nowych pacjentów zanim jego szczepionka
nie trafi na Urzędową Listę Leków. Ten szczęśliwy moment może
nastąpić jutro, za trzy tygodnie, pół roku lub np. wcale. Pozostaje
więc czekać... Alternatywą jest Warszawa. Onkolodzy z Wojskowego
Instytutu Medycznego zaproponowali chemioterapię i interferon.
Dlatego chcę tam pojechać, zrobić dokładne badania i ich wyniki
zadecydują o dalszym postępowaniu. Jeśli (nie daj Bóg) pojawią
się przerzuty, to trzeba będzie rypnąć chemicznym kilofem w
organizm i przynajmniej na jakiś czas pożegnać się z włosami.
Nie ustaje Wasza pomoc!!! Codziennie jej doświadczam i najszczerzej
dziękuję, jeszcze raz zaznaczając, że trudno by było wymienić
Wszystkich. Szczególnie jednak pozdrawiam Panów Doktorów Wojciecha
Skrzypca z Zabrza oraz Piotra Jackiewicza i Jerzego Skoczylasa
z Warszawy. Ich bezinteresowne zaangażowanie i rady są nieocenione.
Podobnie jak codzienna fachowa opieka pielęgniarska, jaką sprawuje
nade mną Sistra Aga. Ściskam mocno Kowala (Zejman i Garkumpel),
dziękując za wkład i zaangażowanie. Nisko się kłaniam Bogusiowi
Kowalskiemu. Razem z Ewą intensywnie szykujemy się na przybycie
Dzidziaka, a ogromne wyrazy wdzięczności przekazujemy na pracowite
ręce całej Wspaniałej Łódzkiej Ekipy, która swój prywatny czas,
środki i talent ładują w przekształcanie naszego mieszkania
w miejsce przyjazne dzieciom. Jeszcze raz życzę Wam Wszystkim
zdrowia! Nie damy się!!!
Będę się odzywał - Irek "Messalina" Wójcicki
06.09.2006
Przyjaciele!!!
Najpierw o zdrowiu:
Byłem dziś (12.09.06.) w szpitalu. Mieli mi zdejmować szwy.
Ale się brzydzili. Wyjęli tylko kilka, i nadal jestem zafastrygowany
na ponad 20 węzełków. Może w czwartek, choć nie wiadomo... W
ogóle niezbyt wiele wiadomo, bo lekarze twierdzą, że jeśli czuję
się dobrze, to dobrze. A jak poczuję się źle? ... To też dobrze,
bo będzie można sprawdzić, gdzie ewentualnie mnie dalej pozbawiać
organizmu. Więc mój ewentualny powrót na scenę nieco się odwleka.
To ja tak nie chcę! Dzięki Kowalowi (Zejman i Garkumpel) otworzyła
się szansa na dalsze badania (i leczenie???) w Warszawie. Zobaczymy,
co z tego wyjdzie, ale nie może tak być, żebym czekał, aż coś
niepokojącego się wydarzy. Poza tym cały czas czuwamy, że pojawi
się sygnał o możliwości ataku na prof. Mackiewicza z Poznania
i jego szczepionkę genetyczną. Ktokolwiek widział, ktokolwiek
wie...
Teraz po sprawiedliwości:
Już od dawna nie potrafię znaleźć słów, które choć odrobinę
odzwierciedliłyby moją wdzięczność za wszystko, co dla mnie
robicie. Ale wyjaśniam, że tylko i wyłącznie pomoc skierowana
na moje prywatne konto jest przeze mnie bezpośrednio monitorowana,
a potwierdzeniem za wszelkie wpływy są podziękowania na tej
stronie. Wpłaty na konto Fundacji "Gniazdo Piratów"
(za które również jestem dozgonnie wdzięczny) są poza moją bezpośrednią
kontrolą i jeśli ktoś ma jakieś wątpliwości, to proszę dowiadywać
się u źródeł. Wasze pieniądze( te, które bezpośrednio otrzymuję)
wydawane są na leki i codzienne wydatki. Prawda wygląda tak
- dzięki Waszej dobroci możemy z Ewcią funkcjonować. Mam nadzieję,
że to się zmieni, gdy wrócę na scenę i zacznę znów zarabiać.
Dementi:
W całym tym galimatiasie nie omieszkałem się pomylić.
Wziąłem sprawy w swoje nieudolne ręce i chcąc ulżyć w cierpieniach
mojej Ewuni, przyspieszyłem ( w dodatku publicznie) datę porodu.
Toteż niniejszym informuję i twierdzę (po wyleczeniu kokosów
na mym bezmyślnym łbie), że przewidywany termin przyjścia na
świat nowego (-ej) Messalinki to połowa LISTOPADA, a nie - jak
naiwnie myślałem - miesiąc wcześniej.
Teraz BARDZO WAŻNA SPRAWA:
Docierają do mnie sygnały i pytania, na które nie zawsze potrafię,
ale również niezbyt zręcznie jest mi odpowiadać. Dlatego napiszę
tak:
* nikt nie jest zobowiązany mi pomagać i nawet w Konstytucji
nie ma na ten temat ani słowa;
* nie chowam urazy do nikogo, za to wdzięczność dla wielu;
* byłbym ostatnim kretynem, gdybym oczekiwał czegokolwiek, gdy
dostaję aż tak dużo;
* wszyscy, którym nie jest obce, co się ze mną dzieje - pójdą
kiedyś prosto do Nieba bez zbędnych eliminacji, a Ci, którym
jest to obojętne - pójdą do Nieba pewnie jeszcze prościej;
I na koniec:
Zazwyczaj brakuje miejsca, żeby podziękować tym Wspaniałym Ludziom,
którzy codziennie opiekują się Ewą i mną. I często, kiedy ich
pomoc staje się na pozór rzeczą oczywistą, przechodzi się z
tym do porządku dziennego. Ale nie tym razem. Oni robią, co
potrafią. A - uwierzcie mi - potrafią!!! Dlatego chciałbym wkleić
tu kawałeczek mojego wdzięcznego serca dla: Agatki i Jej Taty,
Agi i Wojtka, Julci i Grzesia, Krysia, Kędziora, Jagny, Ryby,
Jacusia Kownera, Kowala, Czarownicy, Yapuni, Grzesia Pietrzykowskiego,
Grzybka, Arka Wlizło i całej Kanady (z Czarnym jak najbardziej),
Pitka, Kamili i Kuby, wielu wspaniałych Artystów (wszystkich
nie wymienię, nie miejcie żalu): Perły i Łotry(!!!!!), Gdańska
Formacja Szantowa (kapitan Waldek Mieczkowski - chwała!), Słodki
Całus od Buby, Klang, Banana Boat, Róża Wiatrów, Zakaz Wyprzedzania,
Coffeina, Gore, Orkiestra Dni Naszych i wielu innych, o których
działaniach nawet nie wiem. Specjalne uściski dla całej ekipy
SZANTYMANIAKA. Wybaczcie Ci Anonimowi - wszyscy jesteście Wielcy!!!
Bądźmy zdrowi! Amen.
06.09.2006
Kochani Przyjaciele!
Dziś (06.09.06) odebrałem wyniki badań pooperacyjnych. Radosną
wiadomością jest to, że mogło być gorzej. Uczciwie podaję wyniki:
2 przerzuty na węzły chłonne pachwinowe (na 10 usuniętych),
1 przerzut na węzły biodrowe (na 9 usuniętych) i - tu dobra
wiadomość - brak cech przerzutu na węzeł rozwidlenia tętnicy
biodrowej. To jest to najwyższe pięterko, do którego dotarli
chirurdzy. Ergo - na poziom biodra choroba się na razie nie
zdążyła rozprzestrzenić, ale co bydlę wymyśli dalej, nie wiadomo.
Bo w każdej (naprawdę KAŻDEJ) chwili może mnie trachnąć np.
w łeb. Ale nie mam zamiaru na to pozwalać i w związku z tym
pozostaje opcja dalszego leczenia w Poznaniu u prof. Mackiewicza,
ku czemu ambitnie zmierzamy. Choć na razie bez wymiernych efektów,
ze względu na fizyczną nieobecność Pana Profesora. Plus, naturalnie,
pobieram ambitnie wszystkie wspomagacze, jakie mogą pomóc, a
przynajmniej nie zaszkodzą.
Muszę się jak najszybciej zagoić. Kiedy tylko zdrowie pozwoli,
zamierzam wrócić na scenę. Zwłaszcza, że tęsknię za Wami, a
siedzenie w domu i bierne czekanie na rozwój sytuacji niczego
nie zmieni. Czuję się trochę jak na bombie zegarowej, ale przecież
nie każda wybucha! Przynajmniej nie od razu... Z całą mocą stwierdzam,
że wszystko jest możliwe dzięki wsparciu, jakie dostaję od mojej
Ewy (cholera, w połowie października trzeba będzie urodzić,
bo Młodzież coraz aktywniejszymi kopami dąży do wolności) i
Waszej pomocy. I za to - niezmiennie najserdeczniej dziękuję!
Kłaniam się do samej ziemi - Irek "Messalina" Wójcicki
05.09.2006
Moi Kochani!
Jestem znów w domu, bo w poniedziałek (04.09.06) wyrzucili mnie
ze szpitala. Nie całkiem zagojonego, ale w dobrym stanie. Tyle,
że z mglistymi perspektywami na przyszłość. Lekarze stwierdzili,
że na tym etapie możliwości chirurgii się wyczerpują i ... teraz
po prostu trzeba czekać, co los przyniesie (sic!). Ale ja nie
mam zamiaru czekać. Obecnie najważniejszą rzeczą jest dostanie
się do Poznania do prof. Andrzeja Mackiewicza i zakwalifikowanie
się na jego kurację szczepionką genetyczną. I to jest priorytet!
Żadne leczenie chemią czy naświetlaniami nie jest na razie możliwe,
ponieważ nikt nie jest w stanie przewidzieć, gdzie ewentualnie
pojawi się następny przerzut. Poza tym biorę leki wzmacniające
układ immunologiczy, liżę rany i staram się prowadzić obrzydliwie
zdrowy tryb życia. Przyjaciele!
Słowa nie opiszą mojej wdzięczności za wszystkie sygnały i pomoc,
jakie od Was do tej pory otrzymałem i wciąż otrzymuję. Takiego
ogromu maili i telefonów, propozycji pomocy i konkretnych działań,
które pomagają nam z Ewą funkcjonować w tej - delikatnie mówiąc
- nietypowej sytuacji nie spodziewałem się w najśmielszych marzeniach.
Wszystkim Wam dziękuję najserdeczniej jak potrafię!!!
Dzięki Ewie sygnały od Was docierały do mnie na bieżąco i choć
nie dam rady odezwać się do każdego z osobna, to chociaż taką
drogą zapewniam o swojej wdzięczności. Może teraz, kiedy przejąłem
od Ewy sekretariat, będę mógł kontaktować się z Wami bardziej
aktywnie.
W tej chwili czuję się dobrze - nic mnie nie boli, mam apetyt,
śpię normalnie i tylko brakuje mi koncertów. Trochę przeszkadza
świadomość, że mimo wszystko jestem nadal poważnie chory, ale
wierzę, że wszystko będzie dobrze.
Ściskam Was mocno - Irek "Messalina" Wójcicki
23.08.2006
Wszyscy Moi Przyjaciele!!!
Żeby nie było żadnych niedomówień - choruję na nowotwór skóry
nazywany fachowo czerniakiem złośliwym (z przerzutami
na węzły chłonne lewej pachwiny). Dziś (23.08.06) kładę się znowu
do szpitala i może jeszcze w tym tygodniu, a może na początku
przyszłego kolejny raz mnie pokroją. Tym razem dość poważnie.
Nawet bardzo. A potem okaże się, co dalej. Jedno jest pewne -
to będzie trwało długo.
Dlatego tak bardzo ważne są dla mnie wszystkie sygnały, które
od Was otrzymuję. A właściwie - otrzymujemy, bo roli mojej
Ewy w tym wszystkim nie da się przecenić. To właśnie przez Nią
w najbliższym czasie będzie możliwy kontakt ze mną.
Chcę dobrać dobre słowa, ale nie umiem, choć dotychczas miałem
dosyć wysokie mniemanie o swoich umiejętnościach werbalno-epistologicznych.
Tyle, że w tej sytuacji nie potrafię jeszcze wyrazić wdzięczności
za to, co dla mnie robicie. Wszyscy razem i każdy z osobna. Z
całego serca DZIĘKUJĘ!!!
Będziemy Was informować o rozwoju sytuacji. O ewentualnych potrzebach,
bo możliwe, że takowe będą. Nieodparcie dochodzę do wniosku, że
chciałbym być dla Was takim Przyjacielem, jakimi Wy jesteście
dla mnie. Ufam, że choć w mikroprocencie na to zasłużyłem i że
będzie mi dane odwdzięczyć się za całe dobro, z którego dzięki
Wam korzystam.
Jedno Wam mogę obiecać - NIE DAM SIĘ!!! Jest jeszcze
parę rzeczy do zrobienia. . .
Ufam, że wkrótce znów będę mógł dla Was pisać, śpiewać
nagrywać i - przede wszystkim - spotykać się z Wami.