News Od_Messola Podziękowania Akcje Konto_Messola Download Księga_gości Zbiórki Koncerty


11.08.2007

Przyjaciele drodzy!

W moim przypadku brak wiadomości oznacza dobre wiadomości, dlatego jakiś czas nie pisałem. Ale ponieważ otrzymałem kilka razy reprymendę za milczenie, naprawiam błąd. Ze mną póki co nie ma kłopotów. Czuje się dobrze, nic konkretnego mi się nie dzieje i ze spokojem oczekuję momentu, kiedy będę mógł zrobić badania. Czas już na to, tyle że lekarze nie mają na razie czasu.

Sezon w pełni (choć pogoda jeszcze nie taka), więc dużo jeżdżę. Bardzo mnie to cieszy, bo po pierwsze - daję radę, a po wtóre - koncerty to znakomita okazja do spotkania z przynajmniej niektórymi z Was. Te spotkania wiele mi dają, bo utwierdzają mnie w przekonaniu, że wciąż cieszę się Waszą sympatią i troską. Specjalne słowa kieruję do Przyjaciół-Artystów: dzięki za pamięć i wiarę, że wszystko będzie OK. Ostatnio miałem przyjemność wyściskać się z Orkiestrą Samanta, więc przy okazji pozdrawiam mój ukochany Wrocław. Ale nie mniejszą frajdę miałem ze spotkań z Mietkiem Folkiem, Flash Creep, Smugglersami czy DNA. Jestem też bardzo wdzięczny wszystkim wpisującym się do Księgi Gości. Jeżeli zostawiłem kogoś bez odpowiedzi - przepraszam. Staram się jak mogę, ale trochę tego dużo...

Pióra mi powolutku odrastają, choć w tej chwili mam na głowie tzw. ZWO (Zespół Włosów nie do Opanowania). Trudno, trzeba przeczekać. A samozaparcia mi nie brakuje, wszak obiecałem kiedyś Maćkowi Jędrzejko z Banana Boat, że kucyk odrośnie. No to niech rośnie!

Przytulam Was do serca i zapewniam, że się nie daję, a czerpiąc siłę z Waszej Życzliwości wierzę niezmiennie, że moje kłopoty się skończą. Życzę zdrowia i udanych wakacji -

Irek "Messalina" Wójcicki

28.05.2007

Drodzy Przyjaciele!

Ponieważ otrzymałem sporo sygnałów, że już za długo nie ma ode mnie wiadomości, spieszę z nowinami. Choć mam lekki kłopot, bo nic istotnego się nie dzieje. I stąd moje milczenie. Ale dobra - czuję się OK, jestem w dobrej kondycji, z przyjemnością koncertuję i serce mi rośnie, kiedy odbieram od Was miłe słowa. Franka przybywa w tempie zastraszającym, ale jest zdrowy, wesoły i nawet był już na koncercie (Marcina Lenca). Najbardziej podobały mu się światełka. Sezon rozpoczął się na dobre, więc sporo gramy. To dobrze, bo jest okazja na spotkanie przynajmniej z niektórymi z Was. A to dopiero początek, więc już się cieszę na przyszłość. Gniazdo Piratów wciąż dzielnie mnie wspomaga, Wy także o mnie nie zapominacie i za to po raz kolejny z całego serca dziękuję! Ściskam Wszystkich i życzę dużo zdrówka.

Irek "Messalina" Wójcicki

28.04.2007

Najlepsi Moi Przyjaciele!

To niesamowite, że nawet wtedy, gdy piszę, że jest OK - Wy nie zapominacie o mnie i cały czas mam szczęście spotykać się z Waszą życzliwością. A jest tak, że zadzwonił do mnie mój Pan Doktor z Warszawy i poinformował mnie, że wyniki tomografii są pozytywne! Oznacza to (biorąc pod uwagę poprzednie badania), że szczypce bydlaka zostały stępione. Mam świadomość, że nie oznacza to końca walki - czerniak jest wredny i podstępny. Jednak z dużą dozą prawdopodobieństwa mogę powiedzieć, że rozwój choróbska został wstrzymany. Na jak długo? Wierzę, że na zawsze. Ale gdyby nawet tak nie było, to to, co udało się do tej pory osiągnąć (przy ostatniej fazie nowotworu z ambitnymi przerzutami!!!) jest niesamowite. I to jest nasze wspólne zwycięstwo, bo to moja Ewa i Wy nie pozwoliliście mi ani na chwilę zwątpić, że walka ma sens!!! Kieruję te słowa do Wszystkich, którzy są ze mną, Romkiem Roczeniem i innymi borykającymi się z kłopotami ze zdrowiem. Niech Was nigdy nie opuszczają dobre bogi!

A skoro już jestem przy podziękowaniach, to wyrażam swoją głęboką wdzięczność wszystkim Ludkom, którym chce się wystukać choć kilka słów otuchy w Księdze Gości. Jesteście Prawdziwymi Gośćmi w naszym domu i każdy sygnał od Was sprawia mi ogromną radość.

Nie sposób nie wspomnieć o Artystach, nie zapominających o mnie i co rusz piszących, dzwoniących lub w inny sposób dających znać o swojej obecności. Nie dam rady wymienić wszystkich, ale z ostatniego czasu szczególnie miło zrobiło mi się po spotkaniach lub wiadomościach od zespołów B.O.R.Y., Przejście, Zioło, RO'20 czy Orkiestra Samanta i sprawdzonego grona mieszkańców mojego ukochanego Wrocławia. Całuję rączki, Kumple!!!

Nic się nie zmieniło, jeśli chodzi o opiekę, jaką roztacza nade mną Fundacja "Gniazda Piratów". Każdemu, kto znalazłby się w kłopotach żeczę spotkania i współpracy z tak Wspaniałymi Ludźmi! Niestrudzeni Łódzcy Pomocnicy również są aktywni i zawsze mogę na Nich liczyć. Szacunek!!!

Rozpoczyna się sezon i chociaż wciąż biorę interferon i leki wspomagające, mam nadzieję, że wielu z Was, Przyjaciele, spotkam prędzej czy później na Mazurach lub w innych rejonach Polski. Liczę bardzo, że w moim stanie zdrowia nic się nie zmieni i będziemy mogli pogadać o starych karabinach. Bardzo czekam na te spotkania.

Pozdrawiam Was najserdeczniej jak potrafię i niezmiennie życzę dużo zdrowia -

Irek "Messalina" Wójcicki

08.04.2007

Przyjaciele!

Zdrowia, uśmiechu, jak najwięcej pozytywnej energii i wiary, że większość ludzi wokół nas jest tak wspaniała jak Wy. Jeszcze raz za wszystko dziękuję i ściskam świątecznie -

Irek "Messalina" Wójcicki

26.03.2007

Drodzy Przyjaciele!

Najważniejszą wiadomość umieszczę od razu - dostałem dziś telefon z Warszawy i okazało się, że nie ma mowy o wznowie czerniaka!!! Tak więc kamień spadł mi z serca. A na początku kwietnia jadę na zdjęcie szwów i tomografię, po której (wierzę!) uzyskam pewność, że wszystko idzie we właściwym kierunku.

Ostatnio miałem okazję spotkać się z wieloma z Was i te rozmowy kolejny raz dodały mi sił i upewniły, że nie zostałem sam ze swoimi kłopotami. Chwała Wam za to!!! Rozmawiałem też z Romkiem Roczeniem. Uwierzcie mi - to jak ten facet walczy o powrót do zdrowia jest godne najwyższego szacunku, a za Wasze reakcje i wsparcie jest Wam nie mniej wdzięczny ode mnie. Do końca świata będę powtarzał - jesteście Wielcy!!!

I postanowiłem wystosować taki apel: Nieznany, a chory czy potrzebujący pomocy Przyjacielu! Jeżeli jesteś w potrzebie i wydaje Ci się, że nikogo nie obchodzą Twoje kłopoty - napisz do mnie. Jeżeli będę mógł pomóc - zrobię to z ochotą!

Wszystkim, którzy o mnie nie zapominają gorąco i serdecznie dziękuję, a Wszystkim W Ogóle tradycyjnie już życzę zdrowia -

Irek "Messalina" Wójcicki

22.03.2007

Kochani,

jestem już po zabiegu. Usunięto mi dwa znamiona, które wzbudzały niepokój lekarzy. Teraz trzeba czekać na wyniki badań laboratoryjnych, które (mam nadzieję) wykluczą nawrót choroby. Optymistyczną wieścią jest jednak fakt, że trójka chirurgów, którzy mnie oglądali zgodnie i niezależnie od siebie stwierdzili, że najprawdopodobniej nie były to zmiany onkologiczne. Ale pewność będę miał dopiero, gdy przyjdą wyniki. Tak więc znów jestem pocerowany i na wczorajszym koncercie w łodzkim "Keja Pub" musiałem siedzieć. Mam nadzieję, że mi wybaczycie. Ale najważniejsze, że ogólnie jest OK i nie mam na co specjalnie narzekać.

Za to ze wzruszeniem przyjmuję od Was kolejne wyrazy sympatii i wsparcia. Kiedy podczas koncertu w "Kei" otrzymałem kwiatki omal się nie poryczałem. Jeszcze raz dziękuję! Pozdrawiam też serdecznie Anię Sumarowską i gratuluję dobrego zakupu! Przy okazji przypominam Wszystkim, że dochód z trójpłytowego albumu "Zobaczyć morze" pozwala Fundacji "Gniazdo Piratów" pomagać nie tylko mnie, ale także Romkowi Roczeniowi, a w razie potrzeby - innym szantymenom potrzebującym takiej pomocy. Buziaki dla Gosi z Krakowa za cieplutkiego e-maila! Nieustające ukłony dla Bojanka, dzięki któremu nie mam problemów z dostępem do interferonu! Ściskam dr Wojtka Skrzypca za stałą troskę i zainteresowanie! A skoro już o lekarzach mowa - gorące dzięki i wyrazy szacunku dla dr Tomasza Sarosieka i dr Piotra Jackiewicza za Ich fachowość i błyskawiczną reakcję! Gdybyście kiedyś byli zmuszeni skorzystać z pomocy lekarskiej, niech los pozwoli Wam zetknąć się z tymi Panami - nie można trafić lepiej!!!

To na razie tyle. Ufam, że wraz z wiosną zapomnimy o wszystkich zimowych kłopotach i z każdym dniem będzie tylko lepiej. Życzę Wam dużo zdrowia -

Irek "Messalina" Wójcicki

14.03.2007

Przyjaciele,

wieści są dobre i mniej dobre. Przede wszystkim wynik scyntygrafii (czyli tego badania izotopowego kości) jest pozytywny, tzn. niczego niepokojącego nie wykryto. Ale za to mam nowy kłopot. Na tej samej, operowanej nodze pojawiło się coś, co wg opinii chirurga należy szybko usunąć. Tak więc za jakieś 3-4 tygodnie (jak dobrze pójdzie, bo kolejki!!!) znów idę pod nóż, ale lepiej przecież wyeliminować potencjalne komplikacje na początku, niż potem mieć jeszcze większe problemy. Jak to wpłynie na moją formę i czy znów wygumuje mnie z życia koncertowego - jeszcze nie wiem. Przyznaję, że jestem sobą trochę rozczarowany. Już myślałem, że najgorsze minęło i wszystko zmierza w dobrym kierunku, a tu... Trudno. Chyba cieszyłem się za wcześnie, jednak nie mam zamiaru histeryzować. Poddam się tej operacji i zacznę od początku! Poza tym - ogólnie czuję się dobrze, a Wszystkim tym, którzy mnie nie opuszczają i od których bez przerwy otrzymuję pomoc i wsparcie - po raz kolejny gorąco dziękuję!!! Wciąż jeszcze jestem pod wrażeniem pobytu na wrocławskich Szantach. Spotkałem tam wielu z Was, mogłem osobiście Was uściskać i powiedzieć, jak ważni dla mnie jesteście. Ku mojej ogromnej uciesze w Księdze Gości co rusz pojawiają się wpisy od Osób, z którymi od lat nie mam kontaktu, a które wciąż są mi bardzo bliskie. "Mała" - ściskam Cię serdecznie i dziękuję za pamięć! Chciałbym też wdzięcznie się pokłonić Adze, Agacie, Dadze, Grzybkowi, Krysiowi i Jackowi. Zasoby Waszej życzliwości są bez dna!!!

Tradycyjnie życzę Wszystkim dużo zdrowia -

Irek "Messalina" Wójcicki


17.02.2007

Drodzy Frendzie!!!

Wiem, że już długo nie było ode mnie wiadomości, ale najnormalniej w świecie nic nadzwyczajnego się nie wydarzyło. I uwierzcie mi, że wcale nie jestem smutny z tego powodu. Poza tym, to nie jest blog... Winien Wam jednak jestem aktualizację obecnej sytuacji. A więc - czuję się dobrze, co szczęśliwie potwierdzają badania. Zdarzają się czasem słabsze dni, ale nauczyłem się z tym radzić i wierzę, że to rzeczywiście tylko słabsze dni. Najbliższe nowinki będą dopiero w marcu, kiedy dam sobie naświetlić gnaty izotopem. Ale ponieważ (ku mej radości) Księga Gości wciąż żyje, a poza tym cały czas otrzymuję dowody Waszej pamięci - odzywam się, żeby serdecznie za wszystko podziękować i zapewnić, że walka trwa (biorę wciąż interferon i inne leki).

Z częścią z Was udało mi się już spotkać na koncertach, na które znów zacząłem jeździć. Będę to robił nadal, jeśli (odpukać!) zdrowie pozwoli. Z EKT najbliższe granie mamy na początku marca we Wrocławiu. Bardzo Wszystkich pozdrawiam i zapraszam! Pozostańmy w pewności, że idzie ku lepszemu! Nie takie dziadostwa można pokonywać!

Bądźcie zdrowi -

Irek "Messalina" Wójcicki

17.01.2007

Drodzy Przyjaciele!

Przede wszystkim gorące dzięki, że mimo upływu czasu nie zapominacie o mnie. Otrzymuję tego dowody nie tylko za pośrednictwem Księgi Gości, ale również mogąc się z niektórymi z Was spotykać na koncertach, w których coraz intensywniej staram się uczestniczyć. Pozwala mi na to zupełnie przyzwoite samopoczucie i wiara, że wszystko zmierza w dobrym kierunku. Na sam początek marca mam wyznaczony termin izotopowego badania kości. Będę więc musiał jeszcze raz (mam nadzieję, że ostatni) położyć się w szpitalu. Zwłaszcza, że ostrzeżono mnie o konieczności 24-godzinnego unikania dziecka, bo po tym wszystkim mogę świecić. Ale trudno - badanie jest konieczne, żeby wykluczyć ewentualne przerzuty do układu kostnego.

Ściskam Was serdecznie, jeszcze raz dziękuję za dowody pamięci i pomoc, szczególnie pozdrawiam Krysia, Agę i Mieszkańców Domu Wielkiej Cioci, a Wszystkim życzę zdrowia!!!

Irek "Messalina" Wójcicki

09.01.2007

Witajcie!

Nowe informacje, które chcę Wam przekazać mogę z czystym sumieniem nazwać dobrymi. Przede wszystkim zakończyłem chemioterapię!!! Właśnie wróciłem z Warszawy, gdzie przyjmowałem ostatnią porcję trutki. Nie obyło się bez mikrokomplikacji, bo początkowo wyniki morfologii były trochę słabe. Ale szybko się poprawiły na tyle, że można mnie było podłączyć do kroplówki. I tu pierwszy wielki sukces - całe czterodniowe pompowanie obskoczyłem na jednym wenflonie, co do tej pory się nie zdarzało. Może dlatego, że założono mi wenflon dziecięcy i moje sfatygowane żyły to wytrzymały... Ważne jednak, że mam to już za sobą i jestem w całkiem dobrej kondycji, choć prawa łapa boli mnie jak cholera.

Druga dobra wiadomość to prześwietlenie płuc, które okazały się czyste. Teraz czekam na wyniki tomografii oraz na termin izotopowego badania kości. Wtedy dopiero będzie można powiedzieć, w jakim jestem stanie i czy nic złego się nie dzieje, ale jestem dobrej myśli! Na razie nadal muszę brać leki - przede wszystkim interferon i to przynajmniej przez najbliższe pół roku. No i dojdą okresowe badania. Ale jeżeli faktycznie udało się zatrzymać chorobę, to to wszystko pikuś i pozostanie mi tylko odbudowywać owłosienie i wagę.

Jeszcze raz dziękuję Wszystkim, którzy nie opuścili mnie w najtrudniejszych chwilach i są ze mną cały czas. Patrzę w przyszłość z wiarą, że wszystko będzie dobrze, choć wiem, że to jeszcze nie koniec. Na razie wygrywam, a dzięki Waszemu wsparciu raczydło musi polec!!!

Życzę Wszystkim dużo zdrowia -

Irek "Messalina" Wójcicki

24.12.2006

Moi Drodzy!!!

Zacznę od prośby o wybaczenie - nie jestem w stanie odpowiedzieć indywidualnie na wszystkie e-maile, sms-y i telefony, które od Was otrzymuję. Dlatego tą drogą dziele się z Wami Świątecznym szczęściem, życzę zdrowia i codziennego uśmiechu i w ciemno dołączam się do wszystkich Waszych marzeń - oby się spełniły! Pamiętajmy, że nasze życie, plany, radości i przyszłość zależą w głównej mierze od nas. Bądźmy więc razem nie tylko w Wigilię, ale każdego dnia. Jestem najlepszym przykładem na to, ile dobra takie połączenie serc, umysłów i działań może sprawić. Życzę Wszystkim, którzy mnie nie opuścili w ciężkich chwilach, żeby nigdy nie spotkało Was nic złego! Pozdrawiam najserdeczniej -

Irek "Messalina" Wójcicki

23.12.2006

Plik do ściągnięcia:
messalina.wmv

14.12.2006

Najwspanialsi Przyjaciele!

Dwa cudowne wyjazdy poza mną i to w dodatku jednego dnia. I zestaw spotkań, które pozostaną w mojej pamięci! Zacznę od Katowic. Zawsze będę pamiętał, że na wieść o mojej chorobie najpierw zareagowali szantymeni ze Śląska (a zaraz po Nich Jurek Kobyliński z ODN). To w Tychach w ramach Portu Pieśni Pracy odbył się pierwszy koncert, w ramach którego udało się zebrać bardzo realne środki na rozpoczęcie mojego leczenia. Od tego czasu, dzięki Waszej wspaniałomyślności, to trwa i wierzę, że efekt końcowy Was nie zawiedzie. Na "TRATWĘ" do Górnośląskiego Centrum Kultury przybyli fani żeglarskiego śpiewania z sercami otwartymi nie tylko na muzykę. Są żywym dowodem na to, że nasze środowisko jest otwarte, wrażliwe, zdolne do bezinteresowności i powinno być wzorem dla wszystkich. Wszystkim, z którymi miałem szczęście się przywitać i Tym, z którymi nie było mi dane się uściskać - ogromne dzięki! Specjalny ukłon przekazuję Artystom, ze szczególnym uwzględnieniem Pereł i Łotrów oraz Ryczących Dwudziestek, którzy od samego początku są ze mną. I choć los sprawił, że impreza katowicka pokryła się z warszawską, to uważam, że warto było trzasnąć te kilometry i nic złego się nie stało.

No to teraz o Warszawie. Dotarliśmy do "Stodoły" ok. północy i zastałem tam towarzystwo rewelacyjnie rozbawione, prezentujące zaraźliwie wręcz pozytywne emocje i trzymające się w znakomitej formie. Nastrojom się nie dziwię, bo gdy przez dwa dni ma się do czynienia z najznakomitszymi przedstawicielami Polskiej Sceny Szantowej, to trudno nie bawić się dobrze! Po serii powitań i uścisków wyszliśmy z EKT na scenę i - uwierzcie mi!!! - nie wiedziałem, jak mogę się głębiej ukłonić w podzięce za to przyjęcie. Byłem bardzo wzruszony, głos mi się łamał i do tej pory na samo wspomnienie łzy mi się w oczach kręcą. O tym, że było to nieprawdopodobne, jedyne w swoim rodzaju przedsięwzięcie nie trzeba nikogo przekonywać. Organizatorom pozostaje satysfakcja, że wszystkim malkontentom (a byli tacy) zagrali na nosie i ta iewyobrażalna praca, której wymagał projekt "Zobaczyć morze - Szantymeni Szantymenom" przyniosła wspaniały efekt. Chwała więc Wszystkim, którzy swój talent, czas i siły poświęcili realizacji tego koncertu!!! Ogromne podziękowania Wam, którzy byliście w "Stodole", śpiewaliście wraz z nami i kupiliście płyty. Te pieniążki pomogą nie tylko Romkowi Roczeniowi czy mnie, ale z pewnością przydadzą się przy innych działaniach Fundacji "Gniazda Piratów". Ponieważ na własnej stronie mogę pisać co chcę, specjalne uściski kieruję do Maćka Jędrzejki i całej Ekipki Banana Boat za Ich troskę i życzliwość oraz utrzymywanie wiary w ludzi. Ale takie same podziękowania należą się Wszystkim w jakikolwiek sposób związanym z tą wspaniałą imprezą.

A u mnie niewiele nowego. Jadę na interferonie i wspomagaczach, Ewcia dzieli swój czas na opiekę nad Frankiem i zmuszanie mnie do jedzenia i powoli szykujemy się do Świąt, które w tym roku będą pewnie bardzo skromne, ale za to pełne nadziei, że może być już tylko lepiej. Ale są z nami Wasze życzenia i dobre myśli, dlatego wierzę w szczęśliwy koniec moich kłopotów. Na ostatniej (mam nadzieję) chemii mam się stawić 2 stycznia, a więc już w nowym roku. Ufam, że będzie dobry i że przyniesie Wam Wszystkim tylko szczęśliwe i radosne dni! Wiem, że będąc razem potrafimy pokonać zły los!!! A że umiemy być razem to już Wy udowadniacie!

Na pohybel wrednym zakusom życia życzę Wam, Przyjaciele dobrych Świąt! Wierzącym w cuda - cudów, wizjonerom - spełnienia marzeń, obojętnym - wrażliwości i wyrozumiałości, wątpiącym - wiary w ludzi, normalnym - wytrwałości, a nam wszystkim - szczęścia i dużo, dużo zdrowia!!!

Irek "Messalina" Wójcicki

06.12.2006

Witajcie!

Przepraszam za zwłokę, ale były małe kłopoty na łączach. I już przechodzę do rzeczy. Mój ostatni pobyt w Warszawie nieco się przedłużył ze względu na złe wyniki badania krwi. Na tyle były słabe, że nie można mi było zadać kolejnej chemii. Pan Doktor wyjaśnił mi, że w końcu musiało się sypnąć, bo podaje mi taki zajzajer, że nie każdy wytrzymuje pełny cykl. Ja jednak mam zamiar wytrzymać! Zwłaszcza, że po podaniu mi jakiegoś czarodziejskiego zastrzyku po dwóch dniach wyniki poprawiły się i mogłem przyjąć trzeci wlew. Tak więc za miesiąc jeszcze jedna randka z Mendelejewem i zobaczymy, co dalej... Mam ogromną nadzieję, że choróbsko uda się zatrzymać i będzie już tylko dobrze!!! Martwi mnie tylko stan moich żył. Są już tak zmęczone, że coraz częściej pękają lub się zapalają. Muszę to jednak znieść, bo to jedyny sposób, żeby skorupiakowi dostarczyć trutkę.

We wszystkim pomaga mi Franek, który najwyraźniej po tatusiu jest chłopcem statecznym, spokojnym, wyciszonym i unikającym hałasu. Naprawdę! Najczęściej śpi, w przerwach zasysa i w ogóle nie utrudnia pobytu. W przeciwieństwie do mnie jest zdrowy, ale to odstępstwo jakoś mnie nie martwi. Zresztą Ewcia też powoli dochodzi do siebie, więc przynajmniej o nich jestem spokojny.

Z każdym dniem poważniej przymierzam się do powrotu na scenę. Niestety samopoczucie jeszcze nie zawsze pozwala mi wyjechać na koncert, wierzę jednak że to się będzie zmieniać. Na razie przypomina to trochę sinusoidę - ogólnie czuję się nieźle, jednak zdarzają się słabsze dni. Szczególnie po interferonie, który niestety muszę przyjmować trzy razy w tygodniu. Ale trudno. Ostatecznie drzewiej też różnie z tym samopoczuciem bywało... Obiecałem sobie jednak, że choćby nie wiem co, przyjadę na sobotni koncert "Zobaczyć morze" do warszawskiej "Stodoły". A parę godzin wcześniej EKT pojawi się na "Tratwie" w Katowicach. Będzie więc okazja, żeby przynajmniej części z Was osobiście podziękować za pamięć i pomoc. Te zaś nie ustają, za co niezmiennie ślę Wam, Przyjaciele wyrazy szacunku i wdzięczności!!!

Pamiętajmy wszyscy - to ludzie jedzą skorupiaki, a nie odwrotnie!

Tradycyjnie życzę zdrowia -

Irek "Messalina" Wójcicki

24.11.2006

Przyjaciele moi Wspaniali!

Gorączka poporodowa powoli mija i czas wracać do rzeczywistości. A ta jest taka, że w niedzielę jadę do Warszawy na kolejną porcję pierwiastków. Samopoczucie niby mam nie najgorsze, ale spadły mi wyraźnie wyniki morfologii. No cóż - coś za coś... Mam nadzieję, że po tej chemii nie będzie gorzej. Cały czas przyjmuję interferon no i zestaw różnych wspomagaczy. Kolejny (który to już) raz podkreślam, że wszystko to jest możliwe tylko dzięki Waszej pomocy, za którą zawsze będę wdzięczny i nie wypłacę się do końca świata!!!

Moja Ewcia jest jeszcze w szpitalu, ponieważ Franko raczył podłapać żółtaczkę. Wyleguje się teraz pod jakimiś lampami (ma nawet specjalne okulary) i prawdopodobnie do końca tygodnia nie wyjdą. Ale najważniejsze jest to, że po porodowej męczarni Oboje wracają do sił i już niedługo pies Sproket i kocica Miećka będą miały niezłą zagwozdkę, o co w domu chodzi.

Byłem na RAFIE i muszę specjalne podziękowania złożyć Wszystkim, których tam spotkałem. Szczególnie wzruszył mnie prezent - pluszak wielkości metra i fizys wampirka. Nazwałem go Radek (bo w końcu z Radomia) i teraz pilnuje łóżeczka Frania. Zresztą następnego dnia w Łodzi było równie fantastycznie, więc pozdrawiam Wszystkich, których miałem przyjemność uściskać. A jeśli już jestem przy specjalnych podziękowaniach, to padam do nóżek: niestrudzonej Siostrze Agnieszce, Krysiowi (trudno - część Księgi Gości wyleciała w kosmos, ale przecież będą nowe wpisy), Bogusiowi i Marcinowi Bojanowskim oraz dr Wojtkowi Skrzypcowi za Wszechobecność, Madzi i Lumbiemu, którzy bardzo się przejmują, Sylwii - za leki, Kędziorowi i Grzesiowi za to, co zrobili i robią (tytuł Wiceojców wisi w powietrzu?), Fundacji "Gniazda Piratów" za stałą i skuteczną opiekę, Wszystkim Mieszkańcom Domu Wielkiej Cioci za serce wielkie jak Wszechświat, całej ogromnej rzeszy często anonimowych Ludzi, których obecność jest wyczuwalna bez przerwy i Tobie, który właśnie to czytasz.

Wyjątkowo gorąco łączę się z Małą Lilą i Jej Rodzicami. Słyszałem, że koncert się udał, a to przecież najważniejsze. Jak o Was myślę - od razu mi lepiej!

Bądźcie Wszyscy zdrowi!!! To ludzie mają jeść skorupiaki!!!

Irek "Messalina" Wójcicki

19.11.2006

Moi Drodzy!

No i udało się!!! Po kilkunastogodzinnej walce urodziliśmy synka! Franio ma 56 cm i waży 3150. Jest długowłosym, brodatym blondynem, a Panie Położne zgodnie stwierdziły, że nie mam szans, żeby się Go wyprzeć. Ewa również czuje się dobrze, choć zostawiłem Ją w półśnie, ponieważ wszystko w efekcie zakończyło się cesarką. Dziękuję za gratulacje, które już do mnie dotarły. Jak Wy to robicie??? Napiszę więcej, jak się wyśpię. A na razie pozdrawiam Wszystkich!

Irek "Messalina" Wójcicki

01.11.2006

Drodzy Przyjaciele!

Jeszcze raz przepraszam za tę przerwę spowodowaną awarią komputera. Na szczęście wszystko jest już w porządku i znów mogę do Was pisać. Ale przede wszystkim - odbierać to, co Wy piszecie. Z prawdziwym wzruszeniem czytałem relacje z Wrocławia. Było wprawdzie łączenie telefoniczne, więc słyszałem, co się dzieje w Wytwórni, miałem informacje na bieżąco, potem opowiadali mi o koncercie ludzie, którzy na nim byli, ale Wasze opisy w Księdze Gości jeszcze bardziej upewniły mnie, że to był dobry wieczór. Jeszcze raz dziękuję więc wszystkim Uczestnikom tego koncertu: Publiczności, Znakomitym Artystom i Organizatorom (na czele z Panią Renią, Jakubem i Gronusem). Znów dokonaliście wspaniałej rzeczy i nigdy Wam tego nie zapomnę! Oczywiście specjalne podziękowania należą się mojemu synkowi Michałowi, ale te przy najbliższej okazji przekażę osobiście.

Teraz spróbuję nadrobić zaległości. Jakiś czas temu odbył się koncert pomocowy w Łódzkim Domu Kultury. Było kameralnie, spokojnie, ale bardzo miło. Serdecznie dziękuję wszystkim, którzy byli, którzy wystąpili (przyjeżdżając do Łodzi nawet z bardzo daleka, jak Mietek Folk czy Smugglersi) oraz tym, którzy włożyli w ten koncert swoją pracę (że wspomnę tylko Czarownicę czy Kędziora). Niestrudzony "Zapiecek" także nie próżnuje i co jakiś czas organizuje koncerty dla Messaliny (ostatnio wystąpił Dyjak) - wielkie dzięki! Wszędzie, gdzie tylko mogą pojawia się duet Bojanowskich z kamerami i aparatami, dzięki czemu nawet, gdy mnie nie ma to wiem, jak było. Jestem za to ogromnie wdzięczny! Podobnie zresztą jak za nie słabnące zainteresowanie dr Wojtka Skrzypca. Razem z Ewą jesteśmy zachwyceni wyprawką, jaką przygotowała dla nas Pani Ewa Szewczyk! (przy okazji - jest 01.11. i jeszcze nie urodziliśmy). Niewysłowioną frajdę sprawiają nam również wizyty Cudownych Mieszkańców Domu Wielkiej Cioci. Kłaniamy się nisko i bardzo żałujemy, że nie udało nam się dotrzeć na koncert gospel. Jak zwykle nie dam rady wymienić wszystkich, którym należą się słowa podzięki. Mam nadzieję, że mi wybaczycie. Ale zapewniam - wszystko czytam, a potem ze wzruszenia chlipię w poduchę i duma mnie rozpiera, że mam tylu Prawdziwych Przyjaciół!

Jak już zapewne wiecie, jestem po drugiej chemii, czyli w połowie tej niezbyt przyjemnej kuracji. Ale nie ma co narzekać - ogólnie nie jest źle (choć zdarzają się słabsze dni), a gdy pomyślę sobie o niektórych współpacjentach z warszawskiego szpitala, to ciężkim grzechem byłoby jakiekolwiek biadolenie. Musiałem, co prawda, obciąć włosy, ale to przecież pikuś. Najważniejszą zaś wiadomością są wyniki tomografii komputerowej. Dobre wyniki, bo nie stwierdzono żadnych oznak przerzutów!!! I tego mam zamiar się trzymać, kiedy z pokorą będę wkrótce nadstawiał swoje pokłute przedramiona na kolejną dawkę chemii. Wciąż powtarzam (sobie i innym), że ścierwo musi połamać sobie na mnie szczypce. Każdy, kto zachorował tak jak ja powinien tak myśleć! Tylko niestety nie każdy może liczyć na tyle życzliwości, ile ja otrzymuję od Was...

Pozdrawiam Wszystkich najcieplej, jak potrafię! Bądźcie zawsze zdrowi -

Irek "Messalina" Wójcicki

12.10.2006

Moi Drodzy!!!

Minął tydzień od przyjęcia przeze mnie pierwszej chemii. Czekałem specjalnie tak długo, żeby mieć jakiś dystans. I mogę z satysfakcją powiedzieć, że trzymam się całkiem dobrze. Włosy jeszcze mam (choć pielęgniarki i współpacjenci w Warszawie oraz dr Piotr Jackiewicz, który mnie odwiedził w szpitalu zapowiadali, że prędzej czy później...) i udaje mi się na razie unikać najbardziej przykrych skutków ubocznych. Niestety trochę schudłem (ale jeszcze mnie widać!) i pewnie wynika to z braku apetytu, ale robię, co mogę. Pożeram za to hurtowe ilości różnego rodzaju wspomagaczy no i trzy razy w tygodniu przyjmuję interferon (a konkretnie - roferon). To jest najmniej przyjemne, bo skutkuje bardzo wysoką temperaturą i takim ogólnym rozbiciem. Ale da się z tym żyć. Ogólnie - nie jest źle, a jak będzie dalej, zobaczymy. Następne wchłanianie bogactw tablicy Mendelejewa od 22.pażdżiernika.

Za to wcześniej (już jutro) postaram się pokazać w łódzkim "Gnieździe Piratów". Pewnie nie dam rady pośpiewać, a nawet zbyt długo zabawić, ale zrobię wszystko, żeby chociaż się przywitać. Uczestników koncertów warszawskich mogłem pozdrowić telefonicznie, ale w Łodzi chciałbym być osobiście. Przy okazji jeszcze raz dziękuję wszystkim Uczestnikom, Organizatorom i Artystom biorącym udział w koncertach pomocowych! Jak zwykle brakuje słów, żeby opisać, jak bardzo są one dla nas ważne! Tu szczególny ukłon kieruję w stronę Oberży Folkowej "Zapiecek" w Łodzi, gdzie bardzo wiele takich koncertów się odbywa. Serdeczne wyrazy wdzięczności ślę również Fundacji "Gniazda Piratów", która zgodziła się pomóc w zakupie leków, a to poważne wydatki - ok. 2,5 tys. miesięcznie.

Cały czas opiekuje się mną Siostra Aga, która dzielnie walczy z moją oporną (i niestety wciąż jeszcze otwartą) raną, robi mi zastrzyki i generalnie DBA. Nie tylko zresztą o mnie. A cała rzesza naszych Łódzkich Dobroczyńców krząta się też przy Ewie, wyszykowała nam dom, zaopatruje w śpioszki, wózki, łóżeczka, beciki, kocyki, czapeczki, marynarskie mundurki itp. Tak, że jesteśmy blisko decyzji o otwarciu hurtowni...:)

W pomoc przy zdobywaniu leków włączyła się Fundacja SALUS, bardzo pomógł Romek "Nitus" Nita z Będzina, wciąż też możemy liczyć na Bogusia i Marcina Bojanowskich oraz wspaniałego dr Wojtka Skrzypca. Dzięki stokrotne!!!

Z dumą informuję, że nad imprezami organizowanymi w ramach akcji "Pomoc dla Messaliny" patronat medialny objęły redakcje: "Gazety Wyborczej", TVP 3 Łódź, "Angory" i "Żagli". Jesteśmy Im bardzo wdzięczni!

Najbardziej wzruszający jest fakt, że wraz z upływem czasu (a to mimo wszystko dopiero początek drogi) nie pozostajemy sami. Otrzymujemy od Was nieustającą pomoc i poparcie. Naprawdę, każdy e-mail, telefon, wizyta utwierdzają nas w wierze, że z Waszą pomocą wszystko się uda!!! Nie dam się - nie zrobię świństwa tylu Wspaniałym Ludziom!!! Ściskam gorąco!!!

Bądźcie zawsze zdrowi - Irek "Messalina" Wójcicki

28.09.2006

Przyjaciele!!!

Jestem po bardzo ważnych konsultacjach w Warszawie i Poznaniu (wreszcie dotarliśmy do prof. Mackiewicza). Jeśli chodzi o bioszczepionkę to sytuacja jest dobra, aczkolwiek nie beznadziejna. W skrócie - mógłbym ją brać, tylko że nie mogę. Powodem jest brak decyzji urzędniczej (chyba ministerialnej) dopuszczającej szczepionkę jako lek zgodny ze standardami unijnymi. Profesor ma związane ręce i nie może przyjmować nowych pacjentów zanim jego szczepionka nie trafi na Urzędową Listę Leków. Ten szczęśliwy moment może nastąpić jutro, za trzy tygodnie, pół roku lub np. wcale. Pozostaje więc czekać... Alternatywą jest Warszawa. Onkolodzy z Wojskowego Instytutu Medycznego zaproponowali chemioterapię i interferon. Dlatego chcę tam pojechać, zrobić dokładne badania i ich wyniki zadecydują o dalszym postępowaniu. Jeśli (nie daj Bóg) pojawią się przerzuty, to trzeba będzie rypnąć chemicznym kilofem w organizm i przynajmniej na jakiś czas pożegnać się z włosami. Nie ustaje Wasza pomoc!!! Codziennie jej doświadczam i najszczerzej dziękuję, jeszcze raz zaznaczając, że trudno by było wymienić Wszystkich. Szczególnie jednak pozdrawiam Panów Doktorów Wojciecha Skrzypca z Zabrza oraz Piotra Jackiewicza i Jerzego Skoczylasa z Warszawy. Ich bezinteresowne zaangażowanie i rady są nieocenione. Podobnie jak codzienna fachowa opieka pielęgniarska, jaką sprawuje nade mną Sistra Aga. Ściskam mocno Kowala (Zejman i Garkumpel), dziękując za wkład i zaangażowanie. Nisko się kłaniam Bogusiowi Kowalskiemu. Razem z Ewą intensywnie szykujemy się na przybycie Dzidziaka, a ogromne wyrazy wdzięczności przekazujemy na pracowite ręce całej Wspaniałej Łódzkiej Ekipy, która swój prywatny czas, środki i talent ładują w przekształcanie naszego mieszkania w miejsce przyjazne dzieciom. Jeszcze raz życzę Wam Wszystkim zdrowia! Nie damy się!!!

Będę się odzywał - Irek "Messalina" Wójcicki

06.09.2006

Przyjaciele!!!

Najpierw o zdrowiu:
Byłem dziś (12.09.06.) w szpitalu. Mieli mi zdejmować szwy. Ale się brzydzili. Wyjęli tylko kilka, i nadal jestem zafastrygowany na ponad 20 węzełków. Może w czwartek, choć nie wiadomo... W ogóle niezbyt wiele wiadomo, bo lekarze twierdzą, że jeśli czuję się dobrze, to dobrze. A jak poczuję się źle? ... To też dobrze, bo będzie można sprawdzić, gdzie ewentualnie mnie dalej pozbawiać organizmu. Więc mój ewentualny powrót na scenę nieco się odwleka. To ja tak nie chcę! Dzięki Kowalowi (Zejman i Garkumpel) otworzyła się szansa na dalsze badania (i leczenie???) w Warszawie. Zobaczymy, co z tego wyjdzie, ale nie może tak być, żebym czekał, aż coś niepokojącego się wydarzy. Poza tym cały czas czuwamy, że pojawi się sygnał o możliwości ataku na prof. Mackiewicza z Poznania i jego szczepionkę genetyczną. Ktokolwiek widział, ktokolwiek wie...

Teraz po sprawiedliwości:
Już od dawna nie potrafię znaleźć słów, które choć odrobinę odzwierciedliłyby moją wdzięczność za wszystko, co dla mnie robicie. Ale wyjaśniam, że tylko i wyłącznie pomoc skierowana na moje prywatne konto jest przeze mnie bezpośrednio monitorowana, a potwierdzeniem za wszelkie wpływy są podziękowania na tej stronie. Wpłaty na konto Fundacji "Gniazdo Piratów" (za które również jestem dozgonnie wdzięczny) są poza moją bezpośrednią kontrolą i jeśli ktoś ma jakieś wątpliwości, to proszę dowiadywać się u źródeł. Wasze pieniądze( te, które bezpośrednio otrzymuję) wydawane są na leki i codzienne wydatki. Prawda wygląda tak - dzięki Waszej dobroci możemy z Ewcią funkcjonować. Mam nadzieję, że to się zmieni, gdy wrócę na scenę i zacznę znów zarabiać.

Dementi:
W całym tym galimatiasie nie omieszkałem się pomylić. Wziąłem sprawy w swoje nieudolne ręce i chcąc ulżyć w cierpieniach mojej Ewuni, przyspieszyłem ( w dodatku publicznie) datę porodu. Toteż niniejszym informuję i twierdzę (po wyleczeniu kokosów na mym bezmyślnym łbie), że przewidywany termin przyjścia na świat nowego (-ej) Messalinki to połowa LISTOPADA, a nie - jak naiwnie myślałem - miesiąc wcześniej.

Teraz BARDZO WAŻNA SPRAWA:
Docierają do mnie sygnały i pytania, na które nie zawsze potrafię, ale również niezbyt zręcznie jest mi odpowiadać. Dlatego napiszę tak:

* nikt nie jest zobowiązany mi pomagać i nawet w Konstytucji nie ma na ten temat ani słowa;
* nie chowam urazy do nikogo, za to wdzięczność dla wielu;
* byłbym ostatnim kretynem, gdybym oczekiwał czegokolwiek, gdy dostaję aż tak dużo;
* wszyscy, którym nie jest obce, co się ze mną dzieje - pójdą kiedyś prosto do Nieba bez zbędnych eliminacji, a Ci, którym jest to obojętne - pójdą do Nieba pewnie jeszcze prościej;

I na koniec:
Zazwyczaj brakuje miejsca, żeby podziękować tym Wspaniałym Ludziom, którzy codziennie opiekują się Ewą i mną. I często, kiedy ich pomoc staje się na pozór rzeczą oczywistą, przechodzi się z tym do porządku dziennego. Ale nie tym razem. Oni robią, co potrafią. A - uwierzcie mi - potrafią!!! Dlatego chciałbym wkleić tu kawałeczek mojego wdzięcznego serca dla: Agatki i Jej Taty, Agi i Wojtka, Julci i Grzesia, Krysia, Kędziora, Jagny, Ryby, Jacusia Kownera, Kowala, Czarownicy, Yapuni, Grzesia Pietrzykowskiego, Grzybka, Arka Wlizło i całej Kanady (z Czarnym jak najbardziej), Pitka, Kamili i Kuby, wielu wspaniałych Artystów (wszystkich nie wymienię, nie miejcie żalu): Perły i Łotry(!!!!!), Gdańska Formacja Szantowa (kapitan Waldek Mieczkowski - chwała!), Słodki Całus od Buby, Klang, Banana Boat, Róża Wiatrów, Zakaz Wyprzedzania, Coffeina, Gore, Orkiestra Dni Naszych i wielu innych, o których działaniach nawet nie wiem. Specjalne uściski dla całej ekipy SZANTYMANIAKA. Wybaczcie Ci Anonimowi - wszyscy jesteście Wielcy!!! Bądźmy zdrowi! Amen.

06.09.2006

Kochani Przyjaciele!

Dziś (06.09.06) odebrałem wyniki badań pooperacyjnych. Radosną wiadomością jest to, że mogło być gorzej. Uczciwie podaję wyniki: 2 przerzuty na węzły chłonne pachwinowe (na 10 usuniętych), 1 przerzut na węzły biodrowe (na 9 usuniętych) i - tu dobra wiadomość - brak cech przerzutu na węzeł rozwidlenia tętnicy biodrowej. To jest to najwyższe pięterko, do którego dotarli chirurdzy. Ergo - na poziom biodra choroba się na razie nie zdążyła rozprzestrzenić, ale co bydlę wymyśli dalej, nie wiadomo. Bo w każdej (naprawdę KAŻDEJ) chwili może mnie trachnąć np. w łeb. Ale nie mam zamiaru na to pozwalać i w związku z tym pozostaje opcja dalszego leczenia w Poznaniu u prof. Mackiewicza, ku czemu ambitnie zmierzamy. Choć na razie bez wymiernych efektów, ze względu na fizyczną nieobecność Pana Profesora. Plus, naturalnie, pobieram ambitnie wszystkie wspomagacze, jakie mogą pomóc, a przynajmniej nie zaszkodzą.
Muszę się jak najszybciej zagoić. Kiedy tylko zdrowie pozwoli, zamierzam wrócić na scenę. Zwłaszcza, że tęsknię za Wami, a siedzenie w domu i bierne czekanie na rozwój sytuacji niczego nie zmieni. Czuję się trochę jak na bombie zegarowej, ale przecież nie każda wybucha! Przynajmniej nie od razu... Z całą mocą stwierdzam, że wszystko jest możliwe dzięki wsparciu, jakie dostaję od mojej Ewy (cholera, w połowie października trzeba będzie urodzić, bo Młodzież coraz aktywniejszymi kopami dąży do wolności) i Waszej pomocy. I za to - niezmiennie najserdeczniej dziękuję!

Kłaniam się do samej ziemi -
Irek "Messalina" Wójcicki

05.09.2006

Moi Kochani!

Jestem znów w domu, bo w poniedziałek (04.09.06) wyrzucili mnie ze szpitala. Nie całkiem zagojonego, ale w dobrym stanie. Tyle, że z mglistymi perspektywami na przyszłość. Lekarze stwierdzili, że na tym etapie możliwości chirurgii się wyczerpują i ... teraz po prostu trzeba czekać, co los przyniesie (sic!). Ale ja nie mam zamiaru czekać. Obecnie najważniejszą rzeczą jest dostanie się do Poznania do prof. Andrzeja Mackiewicza i zakwalifikowanie się na jego kurację szczepionką genetyczną. I to jest priorytet! Żadne leczenie chemią czy naświetlaniami nie jest na razie możliwe, ponieważ nikt nie jest w stanie przewidzieć, gdzie ewentualnie pojawi się następny przerzut. Poza tym biorę leki wzmacniające układ immunologiczy, liżę rany i staram się prowadzić obrzydliwie zdrowy tryb życia.
Przyjaciele!
Słowa nie opiszą mojej wdzięczności za wszystkie sygnały i pomoc, jakie od Was do tej pory otrzymałem i wciąż otrzymuję. Takiego ogromu maili i telefonów, propozycji pomocy i konkretnych działań, które pomagają nam z Ewą funkcjonować w tej - delikatnie mówiąc - nietypowej sytuacji nie spodziewałem się w najśmielszych marzeniach. Wszystkim Wam dziękuję najserdeczniej jak potrafię!!!
Dzięki Ewie sygnały od Was docierały do mnie na bieżąco i choć nie dam rady odezwać się do każdego z osobna, to chociaż taką drogą zapewniam o swojej wdzięczności. Może teraz, kiedy przejąłem od Ewy sekretariat, będę mógł kontaktować się z Wami bardziej aktywnie.
W tej chwili czuję się dobrze - nic mnie nie boli, mam apetyt, śpię normalnie i tylko brakuje mi koncertów. Trochę przeszkadza świadomość, że mimo wszystko jestem nadal poważnie chory, ale wierzę, że wszystko będzie dobrze.

Ściskam Was mocno -
Irek "Messalina" Wójcicki

23.08.2006

Wszyscy Moi Przyjaciele!!!

Żeby nie było żadnych niedomówień - choruję na nowotwór skóry nazywany fachowo czerniakiem złośliwym (z przerzutami na węzły chłonne lewej pachwiny). Dziś (23.08.06) kładę się znowu do szpitala i może jeszcze w tym tygodniu, a może na początku przyszłego kolejny raz mnie pokroją. Tym razem dość poważnie. Nawet bardzo. A potem okaże się, co dalej. Jedno jest pewne - to będzie trwało długo.
Dlatego tak bardzo ważne są dla mnie wszystkie sygnały, które od Was otrzymuję. A właściwie - otrzymujemy, bo roli mojej Ewy w tym wszystkim nie da się przecenić. To właśnie przez Nią w najbliższym czasie będzie możliwy kontakt ze mną.
Chcę dobrać dobre słowa, ale nie umiem, choć dotychczas miałem dosyć wysokie mniemanie o swoich umiejętnościach werbalno-epistologicznych. Tyle, że w tej sytuacji nie potrafię jeszcze wyrazić wdzięczności za to, co dla mnie robicie. Wszyscy razem i każdy z osobna. Z całego serca DZIĘKUJĘ!!!
Będziemy Was informować o rozwoju sytuacji. O ewentualnych potrzebach, bo możliwe, że takowe będą. Nieodparcie dochodzę do wniosku, że chciałbym być dla Was takim Przyjacielem, jakimi Wy jesteście dla mnie. Ufam, że choć w mikroprocencie na to zasłużyłem i że będzie mi dane odwdzięczyć się za całe dobro, z którego dzięki Wam korzystam.
Jedno Wam mogę obiecać - NIE DAM SIĘ!!! Jest jeszcze parę rzeczy do zrobienia. . .
Ufam, że wkrótce znów będę mógł dla Was pisać, śpiewać nagrywać i - przede wszystkim - spotykać się z Wami.

Pozdrawiam
Irek "Messalina" Wójcicki